niedziela, 18 maja 2014

Rozdział II

Ceremonia Przydziału

   W Hogsmeade już czekał na nich półolbrzym Rubeus Hagrid. Jego gęsta ciemna broda opadała na ogromny brzuch. Powitał lokomotywę szerokim uśmiechem i roześmianymi brązowymi oczami. Wszyscy pierwszoroczni otworzyli szerzej oczy z przerażenia na widok gajowego Hogwartu. Wszyscy prócz Albusa, Rose i Scorpiusa. Albus i Rose znali Hagrida, gdyż często przyjeżdżał do nich na święta, a Scorpius... Scorpius po prostu zachował zimną krew. Jak zawsze.
   -Pirszoroczni, za mną! -powiedział promieniejąc  z radości na widok  Albusa. -Czołem Al. Dugośmy się nie widzieli! -rzekł donośnie jak na olbrzyma przystało.
   -Witaj Hagridzie. -powitał go Al. Inni pierwszoroczni zapewne odpowiedzieliby Rubeusowi omdleniem bądź dźgnięciem różdżką. -Też tak myślę. Powinieneś częściej wpadać. 
   Hagrid zaśmiał się serdecznie. Poklepał chłopca po ramieniu. Albus poczuł, że jego nogi robią się jakby z galarety. Upadł na ziemię pod ciężarem ręki olbrzyma.
  -Na brodę Merlina! Przepraszam Ha... Al. -poprawił się Hagrid. -Wiesz, tak samo było z Twoim ojcem. To samo zrobiłem a On tak samo zareagował. -powiedział śmiejąc się budząc kilka domów. Albus zaś podnosił się z ziemi po napaści przez rękę gajowego.
   Hagrid zaprowadził ich do brzegu jeziora. Na piasku leżały łódki. Wsiedli po 5 osób do każdej. W świetle księżyca ujrzeli swoją szkołę. Zamek był piękny, lecz bardzo zniszczony przez Drugą Bitwę. W kilku miejscach były dziury i widać było cegłę. Minęło parę chwil a już byli na drugim końcu jeziora. Wkroczyli do okazałego budynku. W Sali Wejściowej powitał ich wysoki mężczyzna o ciemnych włosach i lekkim zaroście.
   -Witam Was pierwszoroczni. -powitał ich znany Albusowi z opowiadań ojca, Neville Longbottom.     -Witam w Hogwarcie. Za moment przejdziemy przez te drzwi -wskazał na ogromnie wielkie drzwi. -za którymi, dowiecie się, do którego domu zostaniecie przydzieleni. Po Ceremonii Przydziału prefekci Waszych domów zaprowadzą Was do dormitoriów. Dobrze tak więc chodźcie za mną. -powiedział i rzucił ukradkowo uśmiech w kierunku Albusa, i innych pierwszorocznych i otworzył drzwi.
   Ujrzeli Wielką Salę. Znajdowały się tam 4 stoły. Przy stole po lewej siedzieli Krukoni, przy następnym Gryfoni, przy kolejnym Puchoni, a przy ostatnim Ślizgoni. Nad stołami ,,wisiały'' zapalone świece. Podeszli do kilku stopni prowadzących do stołu nauczycieli. Na miejscu dyrektora siedziała dość stara kobieta. Miała na imię Minerwa McGonnagal. Przed stołem nauczycieli stał taboret, na nim zaś leżała Tiara.
   -Kiedy odczytam Wasze imię i nazwisko podejdziecie tu a ja założę Wam Tiarę, która wskaże Wam Wasz dom. Louis Wood!
   Do Neville'a podszedł jasnowłosy chłopiec o tak samo jasnej skórze.
   -Kolejny Wood. Oj ojciec chyba zawału dostanie. Slytherin!
   Ostatni stół zajął się oklaskami i wiwatami. Neville zdjął chłopcu Tiarę. Louis pobiegł do stołu Ślizgonów, a pan Longbottom kontynuował Ceremonię.
   -Rose Weasley.
   Rose niepewnie podeszła do stołka, jakby obawiała się, że Tiara ją ugryzie.
   -Módlmy się żeby więcej tych Weasleyów tu nie było. Proste, logiczne, przewidywalne. Gryffindor! -rzekła Tiara, a Rose pobiegła w stronę wiwatów.
   -Lorcan Scamander!
   -Gryffindor!
   -Lysander Scamander!
   -Gryffindor!
   -Roxanne Weasley!
   -Gryffindor!
   Scorpius... Malfoy. -pan Longbottom popatrzył na chłopca.
   -Hmm... Trudne. Bardzo trudne. We krwi Ślizgon, a w sercu Gryfon. Nigdy nie spotkałam czegoś takiego. -powiedziała Tiara.
   -Slytherin. Proszę, Slytherin. -błagał Scorpius.
   -Slytherin? Dobrze, więc niech będzie, SLYTHERIN!
   Scorpius poszedł w kierunku oklasków i wiwatów.
   -Albus Potter. -przywołał go pan Longbottom.
   Al podszedł do taboretu. Neville nałożył mu Tiarę Przydziału na głowę.
   -I znowu kolejny Potter. No i co z Tobą zrobić chłopie.
   -Gryffindor. Proszę Gryffindor. -błagał Al.
   -Nie tym razem, Potter. Tym razem przydzielę Cię tam gdzie wszystkich Potterów powinnam! SLYTHERIN! -rzekła Tiara.
   Nikt się nie ruszył. Al siedział na taborecie w osłupieniu. Wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem i przerażeniem. Nawet James przejął się słowami Tiary; wyglądał tak jakby miał zamiar skoczyć do wieży Gryffindoru, otworzyć swój kufer, wyjąć z niego pelerynę niewidkę i założyć ją a potem zapaść się pod grunt.
   -No już! -rzekła Tiara nienaturalnie. -Spadaj!
   Albus, wstał zdjął Tiarę i powędrował do stołu Ślizgonów. Usiadł obok Scorpiusa i zaczął wpatrywać się w przestrzeń. Nawet nie zwrócił uwagi, że Ceremonia się skończyła, a na stołach pojawiło się jedzenie.
   -W porządku? -spytał Scorpius.
   -Co? -otrząsnął się Al. -Nie. Nic nie jest w porządku.
   -Nie przejmuj się. -powiedziała dziewczyna z naprzeciwka. Była to Victoria Wood, siostra Louisa Wooda, rówieśnika Albusa.
   Victoria ubrana była w białą koszulę i zielono szary krawat (jak każdy) i krótkie, czarne spodnie. Z tego powodu w Hogwarcie nazywana była Królową Buntu. Miała jasne włosy, niemal białe jak jej młodszy brat i niebieskie oczy. Widać było że jest w pełni wilą, gdyż źrenice jej oczu wyglądały jak u węża. Z tego powodu Scorpius siedział niepewnie na swoim miejscu, Albus zaś nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie mu grozi.
   -Spokojnie nie gryzę. -rzekła widząc niepokój w oczach Scorpiusa. -Nazywam się Victoria Wood. 7 rok w Hogwarcie. Jeśli chodzi o starych to się nie przejmuj. Mój ojciec...
   -Nasz. -poprawili siostrę Louis i Marvel (starszy brat bliźniak Victorii).
   -Ok. NASZ ojciec był ,,idealny'' bo trafił do Gryffindoru, dostał szału jak się dowiedział o tym gdzie się dostaliśmy. Matce to obojętne.
   -Zapomniałaś wspomnieć, Królowo Buntu, że teraz jak dowie się, gdzie trafił Louis, dostanie chyba drgawek ze złości. -powiedział Marvel.
   -W najgorszym przypadku, pofatyguje się i tu przyjedzie. -powiedział Louis.
   -Myślę, że Twoim rodzicom nie zrobiłoby różnicy gdzie przydzieliłaby Cię Tiara. -Scorpius zwrócił się do Albusa.
  -Dziękuję Wam. -powiedział tym razem z uśmiechem Al. -Naprawdę.
  -Spoko. -powiedziała Victoria i kontynuowała rozmowę z bliźniakiem o noszeniu mundurków w szkole.
   Od tego momentu Al nie przejmował się sprawami domu, do którego, przydzieliła go Tiara.
   Prefekt Slytherinu przyszedł po pierwszorocznych i zaprowadził ich do dormitorium. Zeszli do lochów i przeszli przez portret. W środku znajdowała się czarna kanapa i kilka czarnych foteli. Przed sofą stał stolik na kawę przykryty zielonym obrusem, a w kominku palił się zielony ogień. Obok paleniska znajdowała się doniczka z proszkiem fiuu, jednak za szybką. Po drugiej wojnie o Hogwart, zamontowano je w każdych dormitoriach, dla bezpieczeństwa, tj. kiedy coś się stanie dyrektorka odblokowuje kominki i uczniowie teleportują sie do domów.
   -Tymi drzwiami dostaniecie się do dormitoriów dla chłopców, a tymi dla dziewczyn. -oznajmił prefekt.
   Albus, Scorpius i Louis pobiegli do dormitorium. Kiedy dopadli do pergaminów i piór zaczęli pisać listy do rodziców.


Drodzy rodzice!
Myślę, że nie tego oczekiwaliście. To co usłyszycie, bądź przeczytacie, może Wami wstrząsnąć. Tiara przydzieliła mnie do Slytherinu. Powiedziała, że wszystkich Potterów powinna przydzielić do Slytherinu. Prosiłem ją ale nie słuchała.
Mam nadzieję, że nie zepsułem Wam wieczora.
Wasz syn,
Al  

Adminka Mrs. Malfoy

P.S.: Przepraszam, że tak późno. Na Powstaniu Warszawskim byłam. ;)

1 komentarz:

  1. Przepraszam za spam, ale nie wiem, gdzie mogłabym to napisać.
    Zapraszam na trzeci rozdział mojego opowiadania :*
    http://nowe-pokolenie-hogwart.blogspot.com/2014/05/przypadek-czy-przeznaczenie.html

    OdpowiedzUsuń