piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział III

Pierwszy dzień nauki w Hogwarcie

   Al obudził się w dość dobrym nastroju, jak na tak (na początku) zły wieczór. Jednak dzięki pomocy jego kolegów z domu, poczuł się komuś bliski. Z chęcią ubrał się w mundurek szkolny ,na którym widniało logo Slytherinu. Założył zielono-srebrny krawat, i wraz z Scorpiusem poszedł do Wielkiej Sali na śniadanie. Przed tym jednak poszedł z nim do tablicy ogłoszeniowej by zobaczyć jakie są jego i innych pierwszorocznych Ślizgonów, pierwsze lekcje. Były to Transmutacja, Obrona przed Czarną Magią i Eliksiry oraz Latanie na miotle. Najbardziej ucieszył się z tego ostatniego. Zeszłego lata rodzice wysłali go na obóz przetrwania dla przyszłych, młodych uczniów Hogwartu. Tam uczył się niektórych zaklęć i latania na miotle.
   Kiedy zszedł po schodach prowadzących do Sali Wejściowej powitał go widok zestresowanego Jamesa. Chodził w kółko, miał rozczochrane włosy, jakby przez miesiąc ich nie czesał. Krawat miał nierówno ułożony i źle zapiętą koszulę. Miał wory pod oczami, a każdy przechodzący obok niego Gryfon rzucał mu nienawistne spojrzenie. Kiedy zobaczył brata jeszcze bardziej się zestresował. Al na jego widok stanął w osłupieniu na środku.
   -Zaczekam na Ciebie w Wielkiej Sali. Usiądę tam gdzie ostatnio. -powiedział nagle Scorpius. -Myślę, że powinieneś z nim porozmawiać.
   -Dobra. -odpowiedział Albus, i Scorpius zostawił go na schodach.
   Al długo stał tak w osłupieniu. Nie wiedział na co czekał. Kilka uczennic Gryffindoru przechodziło obok niego śmiejąc się. Nagle zatrzymały się przy nim. Jedna z nich miała na twarzy złośliwy wyraz twarzy. Przypatrywała mu się, aż nagle przykleiła mu do czoła gumę do żucia. Na to powiedziała głośno:
   -Ups! Coś Ci się przykleiło do twarzy.
   Jej koleżanki wpadły w rechot. Niby nigdy Albus i James nie obdarowywali się wielką braterską miłością, wręcz nie odzywali się do siebie dużo, ale to jego brat.  Albus podszedł do dziewczyny. Była to Lucy Smith. Stanął przed bratem. Odkleił mu od twarzy gumę.
   -Myślisz, że to takie śmieszne? -spytał nadal trzymając gumę w dłoni.
   -Tak. -powiedziały chórem ona i jej koleżanki. Zaczęły się oddalać.
   Albus zdruzgotany przykleił jej tą gumę do włosów. Lucy tego nie zauważyła, jej koleżanki również. Otworzyły drzwi do Wielkiej Sali, lecz po chwili się zamknęły. Nagle zza nich wybuchł głośny śmiech. Drzwi ponownie się otworzyły i wybiegła z nich Lucy, a za nią jej koleżanki próbujące odkleić gumę od jej włosów, które miały zielony kolor.
   -Ups. -powiedział Al powstrzymując z trudem śmiech.
   -Dzięki. -powiedział James. Głos mu się łamał, a brzmiał jakby wypił sto kufli piwa kremowego.
   -Od czegoś w końcu masz brata. -powiedział pocieszająco Albus.
   James i Albus usiedli na schodach i przyglądali się swoim butom.
   -Szkoda, że ja nie dałbym rady tak się zachować. -powiedział James.
   -Bez przesady. -powiedział Al. -Ale o co im wszystkim chodzi? -spytał Albus zdezorientowany.
   -O słowa Tiary. Poprosiłem Ją, żeby mnie przydzieliła do Gryffindoru. Powiedziała mi na to, że to ,,ostatni raz, Potter''. Teraz wszyscy Gryfoni się ode mnie odwrócili. A nawet Puchoni i Krukoni! 
   -I to im wystarczyło? -spytał ze zdziwieniem Albus.
   -Najwidoczniej tak. -burknął James.
   -Myślę, że za bardzo przejmujesz się opinią innych. -pocieszał go Albus.
   -Masz rację. -westchnął starszy brat Albusa. -Czy wysyłałeś list do rodziców? -spytał niespodziewanie James.
   -Tak ale skąd to pytanie? -zdziwił się Albus.
   James wskazał na białą sowę, która podlatywała z nadzieją, do każdego przechodzącego obok ucznia, aby przekonać się, że to Al. Kiedy zobaczyła, że to nie jest jej prawowity właściciel zwieszała smutno główkę. Jednak, gdy ujrzała innego ucznia sytuacja powtarzała się. W końcu zobaczyła Jamesa i Albusa, którzy patrzyli na nią wzrokiem ,,Na pewno dobrze się czujesz?''. Sówka imieniem Hedwiga podleciała do Albusa, i usiadła na jego przed ramieniu. Przechyliła główkę i dopiero wtedy wyciągnęła do przodu nóżkę, do której przywiązany był list. Chłopiec odwiązał list. Najwidoczniej słowa Scorpiusa sprawdziły się i rodzice chłopców nie przejęli się mocno wyborem Tiary.

Drogi Albusie
Mam nadzieję, że słowa tej starej czapki nie przejęły Cię. My zawsze Cię będziemy kochać, bez względu na to czy będziesz w Slytherinie, czy Gryffindorze. Nie będę Cię dalej zanudzał. Dla mnie pierwszy dzień w Hogwarcie był męczący.
Tata

   Kiedy bracia przeczytali list odetchnęli z ulgą.

* * *
   -I co? Pomogłeś mu? -spytał Scorpius kiedy Al usiadł obok niego.
   -Myślę, że tak. -powiedział Al nie powstrzymując się od wzięcia wielkiego kęsa jajecznicy. -Ale naprawdę mi go żal. Wszyscy jego przyjaciele byli fałszywi.
   -Nie trafił dobrze. -potwierdził to Scorpius.
   -Lepiej kończcie jedzenie. Zaraz spóźnimy się na Transmutację.
   Wstali od stołu i poszli pod salę od Transmutacji. Ledwo zdążyli; drzwi klasy prawie się zamknęły. Chłopcy przedostali się przez nie w ostatnim momencie. Na biurku stała sowa konkretnie puchacz. Nagle na jej miejscu pojawił się mężczyzna o szczupłej twarzy i brązowych włosach. Ubrany był w garnitur, a na ramieniu miał kilka piórek. Nazywał się Robert Stuart.
   Scorpius i Albus usiedli w jednej ławce, a Louis usiadł obok jakiegoś Puchona. Albus zobaczył Rose i Roxanne w pierwszej ławce. Roxanne jak zwykle miała na nogach glany.
   Profesor zauważył to i od razu rzekł:
   -Panno Weasley...
   -Tak? -spytały równocześnie Rose i Roxanne.
   -Roxanne Weasley. -dokończył nauczyciel.
   -Ach. -powiedziała Roxanne wstając z krzesła.
   -Takie obuwie do szkoły nie jest wskazane. -rzekł z poważną miną.
   -Wiem, przepraszam profesorze. Po prostu moje buty się skurczyły i nie miałam innych.
   -Dobrze następnym razem masz przyjść w odpowiednich butach. Siadaj -powiedział i Roxanne usiadła. -Witajcie pierwszoroczni, nazywam się Robert Stuart, będę Was uczył Transmutacji. -rzekł z irlandzkim akcentem.
   Klasa odpowiedziała głuchą ciszą.
   -Dzień dobry profesorze Stuart. -powiedział nauczyciel.
   -Dzień dobry profesorze Stuart. -powtórzyła klasa mozolnie.
   -Na początek lekcji proste pytanie. Kto lub co to jest animag?
   Rose, Roxanne i Scorpius oraz Albus zgłosili się do odpowiedzi. Profesor wskazał na Scorpiusa, aby udzielił odpowiedzi.
   -Animag to czarodziej, który ma możliwość zmieniania się w jedno konkretne zwierzę. -odpowiedział Scorpius.
   -Bardzo dobrze panie Malfoy. A ktoś wie...
   Tak z resztą wyglądała ta lekcja; pan Stuart zadawał pytania a jedno z tej czwórki odpowiadało, gdyż reszta klasy była zainteresowana szczurem, który usiłował wydostać się z klatki.

* * *

     -Witajcie uczniowie. -przywitała ich pani McFlyer, nauczycielka latania na miotle. -To będzie pierwsza lekcja, na której nauczycie się latać na miotłach. Stańcie po prawej stronie miotły, wyciągnijcie rękę nad nią i powiedzcie: Do mnie! -powiedziała a cała klasa powtórzyła jej słowa. 
     Tylko nielicznym się udało m. in. Albusowi, Scorpiusowi i Roxanne. Rose zaś nigdy nie przepadała za tym przedmiotem. Jej miotła wiła się na boki, praktycznie wszędzie, tylko nie do jej ręki. 
     -Dobra. Wskakujcie na miotły. -powiedziała pogodnie pani McFlyer. -Mocno się trzymajcie. Nachylcie się nad trzonkiem, oderwijcie stopy od ziemi i wylądujcie. To jest Wasze zadanie na dziś. 
     Albus, Scorpius i Roxanne wykonali to zadanie bez problemów. Profesor McFlyer przyglądała im się uważnie. W końcu podeszła i powiedziała: 
     -Po lekcji podejdziecie do mnie. Musimy coś ustalić. 
     Nie wiedzieli co myśleć. Mają się nie przejmować, cieszyć czy smucić? Profesor McFlyer była zagadkową kobietą, potrafiła uśmiechać się a jednocześnie wyglądać bardzo poważnie. Z reguły miała wesoły wyraz twarzy, lecz jej mimika była bardzo tajemnicza. 
     Kiedy lekcja się skończyła trójka uczniów podeszła do nauczycielki. 
     -Ach to Wy. -powiedziała profesor. -Poczekajcie tu na mnie. Za moment wrócę. Możecie w tym czasie polatać. Wzruszyli ramionami i wsiedli na miotły. Albus odnalazł w kieszeni piłkę kauczukową. Wpadł na pewien pomysł. 
     -Hej, Scorpius! -powiedział a chłopiec zwrócił na niego uwagę. 
     Al rzucił piłeczkę. Scorpius zrozumiał i poleciał za nią. Kiedy miał już ją w ręce zwrócił się do Roxanne: 
     -Roxanne, podanie! 
     Dziewczyna ze zwinnością kota złapała piłkę w locie i podała ją Albusowi. 
     Grali tak aż w końcu usłyszeli chrząknięcie. Zobaczyli profesor McFlyer, która z zachwytem przypatrywała się swoim uczniom. 
     -Nigdy w całej mojej karierze nie widziałam takiej gry. I to piłką kauczukową! Chciałabym żebyście przyszli na naboru do składu drużyny. Termin będzie ogłoszony jutro na tablicy ogłoszeniowej. 
     -Dziękujemy, pani profesor. -powiedziała uprzejmie Roxanne. 
     Na tym rozmowa zakończyła się. Czwórka czarodziejów poszła w różne strony. 


* * *

   Chłopcy dopadli do łóżek w błyskawicznym tempie. Obaj byli wykończeni dzisiejszym dniem. Ledwo przebrali się w piżamy już zasnęli głębokim snem. 

Adminka Mrs. Malfoy ;3 
Przepraszam, że tak późno. Nie odpuściłabym sobie, gdybym nie obejrzała meczu. Czy tylko ja jestem załamana grą Reprezentacji Polski? Proszę o zostawianie komentarzy i odwiedzanie mnie jak najczęściej. 

czwartek, 5 czerwca 2014

Przepraszam :/

   Przepraszam wszystkich co pokładali we mnie nadzieję ,,O nowy blog o Harry'm Potterze! Zapowiada się ciekawie!'' Ale ja przez te ostatnie tygodnie miałam bardzo dużo nauki, i bardzo mało czasu na przyjemności, a wręcz jego brak. Tony książek i tylko 24 godziny do nauki. Zauważyłam, że poziom z wyświetleniami znacznie się obniżył. No cóż, stało się, to się nie odstanie. Mówi się trudno. Mam nadzieję że ktoś jeszcze wierzy, że się podniosę i będę dodawać posty może nawet 2 razy w tygodniu, jako wynagrodzenie. Postaram się jeszcze dzisiaj bądź jutro dodać kolejny rozdział ( co raczej zrobię jutro). 
   Ostrzegam jednak wszystkich. Jeżeli poziom wyświetleń mojego bloga nie poruszy się choćby trochę w przeciągu miesiąca zawieszam działalność bloga. Nie chcę zajmować miejsca w Krainie Czarów - w Internecie. 

   Wasza pewnie znienawidzona 
   Adminka Mrs. Malfoy  

niedziela, 25 maja 2014

Hejka

Hejka. 
Przykro mi ale nie wyrobię się dzisiaj z rozdziałem III. Miałam za dużo na głowie w tym tygodniu. Postaram się dodać go jak najszybciej i w najgorszym wypadku zamieszczę go za tydzień. Przepraszam Was. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Jeszcze raz Was przepraszam. Ale może mnie nie znienawidzicie za to. 

Adminka Mrs. Malfoy

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział II

Ceremonia Przydziału

   W Hogsmeade już czekał na nich półolbrzym Rubeus Hagrid. Jego gęsta ciemna broda opadała na ogromny brzuch. Powitał lokomotywę szerokim uśmiechem i roześmianymi brązowymi oczami. Wszyscy pierwszoroczni otworzyli szerzej oczy z przerażenia na widok gajowego Hogwartu. Wszyscy prócz Albusa, Rose i Scorpiusa. Albus i Rose znali Hagrida, gdyż często przyjeżdżał do nich na święta, a Scorpius... Scorpius po prostu zachował zimną krew. Jak zawsze.
   -Pirszoroczni, za mną! -powiedział promieniejąc  z radości na widok  Albusa. -Czołem Al. Dugośmy się nie widzieli! -rzekł donośnie jak na olbrzyma przystało.
   -Witaj Hagridzie. -powitał go Al. Inni pierwszoroczni zapewne odpowiedzieliby Rubeusowi omdleniem bądź dźgnięciem różdżką. -Też tak myślę. Powinieneś częściej wpadać. 
   Hagrid zaśmiał się serdecznie. Poklepał chłopca po ramieniu. Albus poczuł, że jego nogi robią się jakby z galarety. Upadł na ziemię pod ciężarem ręki olbrzyma.
  -Na brodę Merlina! Przepraszam Ha... Al. -poprawił się Hagrid. -Wiesz, tak samo było z Twoim ojcem. To samo zrobiłem a On tak samo zareagował. -powiedział śmiejąc się budząc kilka domów. Albus zaś podnosił się z ziemi po napaści przez rękę gajowego.
   Hagrid zaprowadził ich do brzegu jeziora. Na piasku leżały łódki. Wsiedli po 5 osób do każdej. W świetle księżyca ujrzeli swoją szkołę. Zamek był piękny, lecz bardzo zniszczony przez Drugą Bitwę. W kilku miejscach były dziury i widać było cegłę. Minęło parę chwil a już byli na drugim końcu jeziora. Wkroczyli do okazałego budynku. W Sali Wejściowej powitał ich wysoki mężczyzna o ciemnych włosach i lekkim zaroście.
   -Witam Was pierwszoroczni. -powitał ich znany Albusowi z opowiadań ojca, Neville Longbottom.     -Witam w Hogwarcie. Za moment przejdziemy przez te drzwi -wskazał na ogromnie wielkie drzwi. -za którymi, dowiecie się, do którego domu zostaniecie przydzieleni. Po Ceremonii Przydziału prefekci Waszych domów zaprowadzą Was do dormitoriów. Dobrze tak więc chodźcie za mną. -powiedział i rzucił ukradkowo uśmiech w kierunku Albusa, i innych pierwszorocznych i otworzył drzwi.
   Ujrzeli Wielką Salę. Znajdowały się tam 4 stoły. Przy stole po lewej siedzieli Krukoni, przy następnym Gryfoni, przy kolejnym Puchoni, a przy ostatnim Ślizgoni. Nad stołami ,,wisiały'' zapalone świece. Podeszli do kilku stopni prowadzących do stołu nauczycieli. Na miejscu dyrektora siedziała dość stara kobieta. Miała na imię Minerwa McGonnagal. Przed stołem nauczycieli stał taboret, na nim zaś leżała Tiara.
   -Kiedy odczytam Wasze imię i nazwisko podejdziecie tu a ja założę Wam Tiarę, która wskaże Wam Wasz dom. Louis Wood!
   Do Neville'a podszedł jasnowłosy chłopiec o tak samo jasnej skórze.
   -Kolejny Wood. Oj ojciec chyba zawału dostanie. Slytherin!
   Ostatni stół zajął się oklaskami i wiwatami. Neville zdjął chłopcu Tiarę. Louis pobiegł do stołu Ślizgonów, a pan Longbottom kontynuował Ceremonię.
   -Rose Weasley.
   Rose niepewnie podeszła do stołka, jakby obawiała się, że Tiara ją ugryzie.
   -Módlmy się żeby więcej tych Weasleyów tu nie było. Proste, logiczne, przewidywalne. Gryffindor! -rzekła Tiara, a Rose pobiegła w stronę wiwatów.
   -Lorcan Scamander!
   -Gryffindor!
   -Lysander Scamander!
   -Gryffindor!
   -Roxanne Weasley!
   -Gryffindor!
   Scorpius... Malfoy. -pan Longbottom popatrzył na chłopca.
   -Hmm... Trudne. Bardzo trudne. We krwi Ślizgon, a w sercu Gryfon. Nigdy nie spotkałam czegoś takiego. -powiedziała Tiara.
   -Slytherin. Proszę, Slytherin. -błagał Scorpius.
   -Slytherin? Dobrze, więc niech będzie, SLYTHERIN!
   Scorpius poszedł w kierunku oklasków i wiwatów.
   -Albus Potter. -przywołał go pan Longbottom.
   Al podszedł do taboretu. Neville nałożył mu Tiarę Przydziału na głowę.
   -I znowu kolejny Potter. No i co z Tobą zrobić chłopie.
   -Gryffindor. Proszę Gryffindor. -błagał Al.
   -Nie tym razem, Potter. Tym razem przydzielę Cię tam gdzie wszystkich Potterów powinnam! SLYTHERIN! -rzekła Tiara.
   Nikt się nie ruszył. Al siedział na taborecie w osłupieniu. Wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem i przerażeniem. Nawet James przejął się słowami Tiary; wyglądał tak jakby miał zamiar skoczyć do wieży Gryffindoru, otworzyć swój kufer, wyjąć z niego pelerynę niewidkę i założyć ją a potem zapaść się pod grunt.
   -No już! -rzekła Tiara nienaturalnie. -Spadaj!
   Albus, wstał zdjął Tiarę i powędrował do stołu Ślizgonów. Usiadł obok Scorpiusa i zaczął wpatrywać się w przestrzeń. Nawet nie zwrócił uwagi, że Ceremonia się skończyła, a na stołach pojawiło się jedzenie.
   -W porządku? -spytał Scorpius.
   -Co? -otrząsnął się Al. -Nie. Nic nie jest w porządku.
   -Nie przejmuj się. -powiedziała dziewczyna z naprzeciwka. Była to Victoria Wood, siostra Louisa Wooda, rówieśnika Albusa.
   Victoria ubrana była w białą koszulę i zielono szary krawat (jak każdy) i krótkie, czarne spodnie. Z tego powodu w Hogwarcie nazywana była Królową Buntu. Miała jasne włosy, niemal białe jak jej młodszy brat i niebieskie oczy. Widać było że jest w pełni wilą, gdyż źrenice jej oczu wyglądały jak u węża. Z tego powodu Scorpius siedział niepewnie na swoim miejscu, Albus zaś nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie mu grozi.
   -Spokojnie nie gryzę. -rzekła widząc niepokój w oczach Scorpiusa. -Nazywam się Victoria Wood. 7 rok w Hogwarcie. Jeśli chodzi o starych to się nie przejmuj. Mój ojciec...
   -Nasz. -poprawili siostrę Louis i Marvel (starszy brat bliźniak Victorii).
   -Ok. NASZ ojciec był ,,idealny'' bo trafił do Gryffindoru, dostał szału jak się dowiedział o tym gdzie się dostaliśmy. Matce to obojętne.
   -Zapomniałaś wspomnieć, Królowo Buntu, że teraz jak dowie się, gdzie trafił Louis, dostanie chyba drgawek ze złości. -powiedział Marvel.
   -W najgorszym przypadku, pofatyguje się i tu przyjedzie. -powiedział Louis.
   -Myślę, że Twoim rodzicom nie zrobiłoby różnicy gdzie przydzieliłaby Cię Tiara. -Scorpius zwrócił się do Albusa.
  -Dziękuję Wam. -powiedział tym razem z uśmiechem Al. -Naprawdę.
  -Spoko. -powiedziała Victoria i kontynuowała rozmowę z bliźniakiem o noszeniu mundurków w szkole.
   Od tego momentu Al nie przejmował się sprawami domu, do którego, przydzieliła go Tiara.
   Prefekt Slytherinu przyszedł po pierwszorocznych i zaprowadził ich do dormitorium. Zeszli do lochów i przeszli przez portret. W środku znajdowała się czarna kanapa i kilka czarnych foteli. Przed sofą stał stolik na kawę przykryty zielonym obrusem, a w kominku palił się zielony ogień. Obok paleniska znajdowała się doniczka z proszkiem fiuu, jednak za szybką. Po drugiej wojnie o Hogwart, zamontowano je w każdych dormitoriach, dla bezpieczeństwa, tj. kiedy coś się stanie dyrektorka odblokowuje kominki i uczniowie teleportują sie do domów.
   -Tymi drzwiami dostaniecie się do dormitoriów dla chłopców, a tymi dla dziewczyn. -oznajmił prefekt.
   Albus, Scorpius i Louis pobiegli do dormitorium. Kiedy dopadli do pergaminów i piór zaczęli pisać listy do rodziców.


Drodzy rodzice!
Myślę, że nie tego oczekiwaliście. To co usłyszycie, bądź przeczytacie, może Wami wstrząsnąć. Tiara przydzieliła mnie do Slytherinu. Powiedziała, że wszystkich Potterów powinna przydzielić do Slytherinu. Prosiłem ją ale nie słuchała.
Mam nadzieję, że nie zepsułem Wam wieczora.
Wasz syn,
Al  

Adminka Mrs. Malfoy

P.S.: Przepraszam, że tak późno. Na Powstaniu Warszawskim byłam. ;)

niedziela, 11 maja 2014

Czarodzieje

Dla NIEwtajemniczonych 

1 PLAN

Albus Severus ,,Al'' Potter 
Rodzice: Ginewra Potter (Weasley) i Harry Potter 
Rodzeństwo: James Syriusz Potter i Lily Luna Potter 
Data urodzenia: 31. 07. 2006 r. 
Dom: -

Rose Weasley 
Rodzice: Hermiona Weasley (Granger) i Ronald Weasley
Rodzeństwo: Hugo Weasley
Data urodzenia: 12. 12. 2006 r.
Dom: -

Scorpius Malfoy 
Rodzice: Astoria Malfoy (Greengrass) i Draco Malfoy  
Rodzeństwo: brak
Data urodzenia: 01. 05. 2006 r.
Dom: - 

Roxanne Weasley 
Rodzice: Angelina Weasley (Johnson) i George Weasley
Rodzeństwo: Fred Weasley II
Data urodzenia: 10. 09. 2006 r.
Dom: - 

Lorcan i Lysander Scamander 
Rodzice: Luna Scamander (Lovegood) i Rolf Scamander
Rodzeństwo: brak (prócz siebie nawzajem)
Data urodzenia: 27. 04. 2006 r.
Dom: -

Fred Weasley II 
Rodzice: Angelina Weasley (Johnson) i George Weasley
Rodzeństwo: Roxanne Weasley 
Data urodzenia: 19. 08. 2000 r.
Dom: G

James Syriusz Potter 
Rodzice: Ginewra Potter (Weasley) i Harry Potter 
Rodzeństwo: Albus Severus ,,Al'' Potter i Lily Luna Potter
Data urodzenia: 11. 10. 2005 r. 
Dom: G

2 PLAN 

Victoria Wood 
Rodzice: Gabrielle Wood (Delacour) i Oliver Wood
Rodzeństwo: Marvel Wood i Louis Wood
Data urodzenia: 29. 02. 2000 r.
Dom: S

Marvel Wood 
Rodzice: Gabrielle Wood (Delacour) i Oliver Wood
Rodzeństwo: Victoria Wood i Louis Wood
Data urodzenia: 28. 02. 2000 r.
Dom: S

Louis Wood
Rodzice: Gabrielle Wood (Delacour) i Oliver Wood
Rodzeństwo: Victoria Wood i Marvel Wood
Data urodzenia: 07. 06. 2006 r. 
Dom: -

Ted Lupin 
Rodzice: Nimfadora Lupin (Tonks) † i Remus Lupin 
Rodzeństwo: brak
Data urodzenia: 20. 06. 2000 r.
Dom: H 

Adminka Mrs. Malfoy 



Rozdział I

W pociągu 
   Kiedy Albus usiadł do przedziału w Expresie Hogwart, nadal słyszał szlochy matek żegnających się ze swymi ,,małymi dzieciaczkami''. Każdy przechodzący przez wagon omijał jego przedział z niewiadomych powodów; bali się tak jak on i chcieli spędzić podróż sami, czy po prostu wychowani byli, że gdy jesteś w pobliżu Potterów grozi Ci niebezpieczeństwo? W pewnym sensie jest to prawda. Al z opowieści ojca dowiedział się wiele o swojej rodzinie; o przygodach jego ojca,  cioci Hermiony i wujka Rona. Najbardziej martwiło go to, że jego o rok starszy brat nie miał takich problemów. Miał już swój dom, i porządnie zadomowił się w dormitorium Gryffindora. Miał też dużo przyjaciół, z którymi przechodził obok przedziału brata, ale przecież nie zniży się by przyznać się do niego i zapewnić, że wszystko będzie Ok, że trafi do Gryffindoru tak jak chciał. Nie. James i Albus jak prawie każde rodzeństwo, nie są blisko siebie. Jedna rzecz podtrzymywała go na duchu; jego ojciec, Harry podarował mu mapę Huncwotów. Czuł dzięki temu pewien spokój. 
   Siedział tak w zamyśleniu, aż ujrzał rudowłosą dziewczynę w drzwiach. Skądś kojarzył jej twarz, nie wiedział tylko skąd. Aż uświadomił sobie, że owa twarz bardzo przypomina twarz cioci Hermiony, tyle, że jest odmłodzona i usiana piegami. Przez chwilę pomyślał ,,Ciociu, używasz jakiegoś kremu, bo wyglądasz... młodo...'', ale nie powiedział tego na głos, gdyż pierwsza odezwała się młoda Weasley. 
   -Mogę się dosiąść? Wszędzie zajęte. -powiedziała swym wysokim głosem. 
   -Jasne. -odpowiedział Albus. 
   Dziewczyna usiadła trochę niepewnie (z resztą jak on kiedy wsiadł do przedziału), naprzeciw Albusa. 
   -Nazywam się Rose, Rose Weasley. -przedstawiła się. 
   -Wiem, Nazywam się Albus Potter. -powiedział Al. 
   -Miło mi Cię poznać. -powiedziała przyjaźnie jak na Weasley przystało. -Czekaj Twoim ojcem jest.... 
   -Harry Potter. -dokończył za nią Albus. -Tak kuzyneczko. -powiedział uśmiechając się. 
   -Przepraszam Cię, po prostu za duża jest nasza rodzina by spamiętać wszystkich ich członków. -rzekła Rose. 
   -Wiem, sam miałem problemy z odróżnieniem Cię od cioci Hermiony. -powiedział Al. 
   Zaśmiali się. Przez tą rozmowę nawet nie zwrócili uwagi, że pociąg ruszył. Mijali właśnie zielone wzgórza, na których owce pasły się niewinnie. 
   -Widziałeś może jeszcze kogoś z rodziny oprócz mnie? -spytała niespodziewanie Rose. 
   Al zastanowił się przez chwilę. 
   -Z rodziny widziałem Roxanne Weasley, z przyjaciół rodziny Lorcana i Lysandera Scamander i ... nie wiem jak go nazwać -powiedział a Rose popatrzyła na niego jak na kosmitę.- Moi rodzice znają jego ojca. Mówią,że za czasów szkolnych nie był w porządku, ale teraz jest... Ok. Ale nie znam jego syna więc nie wiem czy nazwać go przyjacielem rodziny czy nieprzyjacielem. 
   -A o kogo Ci chodzi? -spytała Rose dociekliwie. 
   -O Scorpiusa Malfoya. -odpowiedział na co Rose się wyprostowała na siedzeniu. 
   -Ach. O niego chodzi. 
   -O mnie chodzi -powiedział jedenastoletni blondyn i błękitnoszarych oczach. 
   -Podsłuchiwałeś? -spytała oburzona Rose. 
   -Nie musiałem. -powiedział Scorpius. -W całym wagonie Was słychać. 
   Nagle zza ścian wysunęły się dwie identyczne głowy. 
   -My też słyszeliśmy. -powiedzieli bliźniacy Scamander. 
   -To jest Lorcan -powiedział jeden z nich wskazując na drugiego. 
   -A to Lysander -rzekł wykonując ten sam gest co jego brat. 
   -Oj chyba nie będziemy tak sterczeć przed przedziałem -powiedział Lysander, i bliźniacy wepchnęli do środka za sobą Scorpiusa. Bliźniacy usiedli obok Albusa, a Scorpius został wepchnięty na siedzenie obok Rose. 
   -Skoro jesteśmy tu już wszyscy, -powiedziała ciemnowłosa dziewczyna wkraczając do przedziału. -dosiądę się do Was. -rzekła siadając obok Scorpiusa. -Roxanne Weasley jestem. 
   -Fajnie, że jesteśmy tu wszyscy. -powiedział Al, a resztę podróży spędzili w kompletnej ciszy.  



Hejka! ;)

Nazywam się Kinga i mam 12 lat. Jestem wielką fanką Harry'ego Pottera. Ten blog będzie opowiadał o dzieciach Golden Trio i innych bohaterów sławnej sagi autorstwa J. K. Rowling. Rozdziały będę publikowała co tydzień w niedziele. Będę informować Was, moich czytelników, o moich nieobecnościach, tak więc odwiedzajcie mnie jak najczęściej. ;) Rozdział I opublikuję o 12:30 11 maja (czyli dzisiaj). Proszę o zostawianie komentarzy i wyrażaniu w nich swojej SZCZEREJ opinii. Będzie mi wtedy bardzo miło. :-) 

Pozdrawiam 
Adminka Mrs. Malfoy