W pociągu
Kiedy Albus usiadł do przedziału w Expresie Hogwart, nadal słyszał szlochy matek żegnających się ze swymi ,,małymi dzieciaczkami''. Każdy przechodzący przez wagon omijał jego przedział z niewiadomych powodów; bali się tak jak on i chcieli spędzić podróż sami, czy po prostu wychowani byli, że gdy jesteś w pobliżu Potterów grozi Ci niebezpieczeństwo? W pewnym sensie jest to prawda. Al z opowieści ojca dowiedział się wiele o swojej rodzinie; o przygodach jego ojca, cioci Hermiony i wujka Rona. Najbardziej martwiło go to, że jego o rok starszy brat nie miał takich problemów. Miał już swój dom, i porządnie zadomowił się w dormitorium Gryffindora. Miał też dużo przyjaciół, z którymi przechodził obok przedziału brata, ale przecież nie zniży się by przyznać się do niego i zapewnić, że wszystko będzie Ok, że trafi do Gryffindoru tak jak chciał. Nie. James i Albus jak prawie każde rodzeństwo, nie są blisko siebie. Jedna rzecz podtrzymywała go na duchu; jego ojciec, Harry podarował mu mapę Huncwotów. Czuł dzięki temu pewien spokój.
Siedział tak w zamyśleniu, aż ujrzał rudowłosą dziewczynę w drzwiach. Skądś kojarzył jej twarz, nie wiedział tylko skąd. Aż uświadomił sobie, że owa twarz bardzo przypomina twarz cioci Hermiony, tyle, że jest odmłodzona i usiana piegami. Przez chwilę pomyślał ,,Ciociu, używasz jakiegoś kremu, bo wyglądasz... młodo...'', ale nie powiedział tego na głos, gdyż pierwsza odezwała się młoda Weasley.
-Mogę się dosiąść? Wszędzie zajęte. -powiedziała swym wysokim głosem.
-Jasne. -odpowiedział Albus.
Dziewczyna usiadła trochę niepewnie (z resztą jak on kiedy wsiadł do przedziału), naprzeciw Albusa.
-Nazywam się Rose, Rose Weasley. -przedstawiła się.
-Wiem, Nazywam się Albus Potter. -powiedział Al.
-Miło mi Cię poznać. -powiedziała przyjaźnie jak na Weasley przystało. -Czekaj Twoim ojcem jest....
-Harry Potter. -dokończył za nią Albus. -Tak kuzyneczko. -powiedział uśmiechając się.
-Przepraszam Cię, po prostu za duża jest nasza rodzina by spamiętać wszystkich ich członków. -rzekła Rose.
-Wiem, sam miałem problemy z odróżnieniem Cię od cioci Hermiony. -powiedział Al.
Zaśmiali się. Przez tą rozmowę nawet nie zwrócili uwagi, że pociąg ruszył. Mijali właśnie zielone wzgórza, na których owce pasły się niewinnie.
-Widziałeś może jeszcze kogoś z rodziny oprócz mnie? -spytała niespodziewanie Rose.
Al zastanowił się przez chwilę.
-Z rodziny widziałem Roxanne Weasley, z przyjaciół rodziny Lorcana i Lysandera Scamander i ... nie wiem jak go nazwać -powiedział a Rose popatrzyła na niego jak na kosmitę.- Moi rodzice znają jego ojca. Mówią,że za czasów szkolnych nie był w porządku, ale teraz jest... Ok. Ale nie znam jego syna więc nie wiem czy nazwać go przyjacielem rodziny czy nieprzyjacielem.
-A o kogo Ci chodzi? -spytała Rose dociekliwie.
-O Scorpiusa Malfoya. -odpowiedział na co Rose się wyprostowała na siedzeniu.
-Ach. O niego chodzi.
-O mnie chodzi -powiedział jedenastoletni blondyn i błękitnoszarych oczach.
-Podsłuchiwałeś? -spytała oburzona Rose.
-Nie musiałem. -powiedział Scorpius. -W całym wagonie Was słychać.
Nagle zza ścian wysunęły się dwie identyczne głowy.
-My też słyszeliśmy. -powiedzieli bliźniacy Scamander.
-To jest Lorcan -powiedział jeden z nich wskazując na drugiego.
-A to Lysander -rzekł wykonując ten sam gest co jego brat.
-Oj chyba nie będziemy tak sterczeć przed przedziałem -powiedział Lysander, i bliźniacy wepchnęli do środka za sobą Scorpiusa. Bliźniacy usiedli obok Albusa, a Scorpius został wepchnięty na siedzenie obok Rose.
-Skoro jesteśmy tu już wszyscy, -powiedziała ciemnowłosa dziewczyna wkraczając do przedziału. -dosiądę się do Was. -rzekła siadając obok Scorpiusa. -Roxanne Weasley jestem.
-Fajnie, że jesteśmy tu wszyscy. -powiedział Al, a resztę podróży spędzili w kompletnej ciszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz