Pierwszy dzień nauki w Hogwarcie
Al obudził się w dość dobrym nastroju, jak
na tak (na początku) zły wieczór. Jednak dzięki pomocy jego kolegów z domu,
poczuł się komuś bliski. Z chęcią ubrał się w mundurek szkolny ,na którym
widniało logo Slytherinu. Założył zielono-srebrny krawat, i wraz z Scorpiusem
poszedł do Wielkiej Sali na śniadanie. Przed tym jednak poszedł z nim do
tablicy ogłoszeniowej by zobaczyć jakie są jego i innych pierwszorocznych
Ślizgonów, pierwsze lekcje. Były to Transmutacja, Obrona przed Czarną Magią i
Eliksiry oraz Latanie na miotle. Najbardziej ucieszył się z tego ostatniego.
Zeszłego lata rodzice wysłali go na obóz przetrwania dla przyszłych, młodych
uczniów Hogwartu. Tam uczył się niektórych zaklęć i latania na miotle.
Kiedy zszedł po schodach prowadzących do
Sali Wejściowej powitał go widok zestresowanego Jamesa. Chodził w kółko, miał
rozczochrane włosy, jakby przez miesiąc ich nie czesał. Krawat miał nierówno
ułożony i źle zapiętą koszulę. Miał wory pod oczami, a każdy przechodzący obok
niego Gryfon rzucał mu nienawistne spojrzenie. Kiedy zobaczył brata jeszcze bardziej
się zestresował. Al na jego widok stanął w osłupieniu na środku.
-Zaczekam na Ciebie w Wielkiej Sali. Usiądę
tam gdzie ostatnio. -powiedział nagle Scorpius. -Myślę, że powinieneś z nim
porozmawiać.
-Dobra. -odpowiedział Albus, i Scorpius zostawił
go na schodach.
Al długo stał tak w osłupieniu. Nie wiedział
na co czekał. Kilka uczennic Gryffindoru przechodziło obok niego śmiejąc się.
Nagle zatrzymały się przy nim. Jedna z nich miała na twarzy złośliwy wyraz
twarzy. Przypatrywała mu się, aż nagle przykleiła mu do czoła gumę do żucia. Na
to powiedziała głośno:
-Ups! Coś Ci się przykleiło do twarzy.
Jej koleżanki wpadły w rechot. Niby nigdy
Albus i James nie obdarowywali się wielką braterską miłością, wręcz nie
odzywali się do siebie dużo, ale to jego brat. Albus podszedł do dziewczyny. Była to Lucy
Smith. Stanął przed bratem. Odkleił mu od twarzy gumę.
-Myślisz, że to takie śmieszne? -spytał
nadal trzymając gumę w dłoni.
-Tak. -powiedziały chórem ona i jej
koleżanki. Zaczęły się oddalać.
Albus zdruzgotany przykleił jej tą gumę do
włosów. Lucy tego nie zauważyła, jej koleżanki również. Otworzyły drzwi do
Wielkiej Sali, lecz po chwili się zamknęły. Nagle zza nich wybuchł głośny
śmiech. Drzwi ponownie się otworzyły i wybiegła z nich Lucy, a za nią jej
koleżanki próbujące odkleić gumę od jej włosów, które miały zielony kolor.
-Ups. -powiedział Al powstrzymując z trudem
śmiech.
-Dzięki. -powiedział James. Głos mu się
łamał, a brzmiał jakby wypił sto kufli piwa kremowego.
-Od czegoś w końcu masz brata. -powiedział
pocieszająco Albus.
James i Albus usiedli na schodach i
przyglądali się swoim butom.
-Szkoda, że ja nie dałbym rady tak się
zachować. -powiedział James.
-Bez przesady. -powiedział Al. -Ale o co im wszystkim
chodzi? -spytał Albus zdezorientowany.
-O słowa Tiary. Poprosiłem Ją, żeby mnie
przydzieliła do Gryffindoru. Powiedziała mi na to, że to ,,ostatni raz,
Potter''. Teraz wszyscy Gryfoni się ode mnie odwrócili. A nawet Puchoni i
Krukoni!
-I to im wystarczyło? -spytał ze zdziwieniem
Albus.
-Najwidoczniej tak. -burknął James.
-Myślę, że za bardzo przejmujesz się opinią
innych. -pocieszał go Albus.
-Masz rację. -westchnął starszy brat Albusa.
-Czy wysyłałeś list do rodziców? -spytał niespodziewanie James.
-Tak ale skąd to pytanie? -zdziwił się
Albus.
James wskazał na białą sowę, która
podlatywała z nadzieją, do każdego przechodzącego obok ucznia, aby przekonać
się, że to Al. Kiedy zobaczyła, że to nie jest jej prawowity właściciel
zwieszała smutno główkę. Jednak, gdy ujrzała innego ucznia sytuacja powtarzała
się. W końcu zobaczyła Jamesa i Albusa, którzy patrzyli na nią wzrokiem ,,Na
pewno dobrze się czujesz?''. Sówka imieniem Hedwiga podleciała do Albusa, i
usiadła na jego przed ramieniu. Przechyliła główkę i dopiero wtedy wyciągnęła
do przodu nóżkę, do której przywiązany był list. Chłopiec odwiązał list.
Najwidoczniej słowa Scorpiusa sprawdziły się i rodzice chłopców nie przejęli
się mocno wyborem Tiary.
Drogi Albusie
Mam nadzieję, że słowa tej starej czapki nie przejęły Cię. My zawsze Cię
będziemy kochać, bez względu na to czy będziesz w Slytherinie, czy
Gryffindorze. Nie będę Cię dalej zanudzał. Dla mnie pierwszy dzień w Hogwarcie
był męczący.
Tata
Kiedy bracia przeczytali list odetchnęli z
ulgą.
* *
*
-I co? Pomogłeś mu? -spytał Scorpius kiedy
Al usiadł obok niego.
-Myślę, że tak. -powiedział Al nie
powstrzymując się od wzięcia wielkiego kęsa jajecznicy. -Ale naprawdę mi go
żal. Wszyscy jego przyjaciele byli fałszywi.
-Nie trafił dobrze. -potwierdził to Scorpius.
-Lepiej kończcie jedzenie. Zaraz spóźnimy
się na Transmutację.
Wstali od stołu i poszli pod salę od
Transmutacji. Ledwo zdążyli; drzwi klasy prawie się zamknęły. Chłopcy
przedostali się przez nie w ostatnim momencie. Na biurku stała sowa konkretnie
puchacz. Nagle na jej miejscu pojawił się mężczyzna o szczupłej twarzy i
brązowych włosach. Ubrany był w garnitur, a na ramieniu miał kilka piórek. Nazywał
się Robert Stuart.
Scorpius i Albus usiedli w jednej ławce, a Louis
usiadł obok jakiegoś Puchona. Albus zobaczył Rose i Roxanne w pierwszej ławce. Roxanne
jak zwykle miała na nogach glany.
Profesor zauważył to i od razu rzekł:
-Panno Weasley...
-Tak? -spytały równocześnie Rose i Roxanne.
-Roxanne Weasley. -dokończył nauczyciel.
-Ach. -powiedziała Roxanne wstając z
krzesła.
-Takie obuwie do szkoły nie jest wskazane.
-rzekł z poważną miną.
-Wiem, przepraszam profesorze. Po prostu
moje buty się skurczyły i nie miałam innych.
-Dobrze następnym razem masz przyjść w
odpowiednich butach. Siadaj -powiedział i Roxanne usiadła. -Witajcie
pierwszoroczni, nazywam się Robert Stuart, będę Was uczył Transmutacji. -rzekł
z irlandzkim akcentem.
Klasa odpowiedziała głuchą ciszą.
-Dzień dobry profesorze Stuart. -powiedział
nauczyciel.
-Dzień dobry profesorze Stuart. -powtórzyła
klasa mozolnie.
-Na początek lekcji proste pytanie. Kto lub
co to jest animag?
Rose, Roxanne i Scorpius oraz Albus zgłosili
się do odpowiedzi. Profesor wskazał na Scorpiusa, aby udzielił odpowiedzi.
-Animag to czarodziej, który ma możliwość
zmieniania się w jedno konkretne zwierzę. -odpowiedział Scorpius.
-Bardzo dobrze panie Malfoy. A ktoś wie...
Tak z resztą wyglądała ta lekcja; pan Stuart
zadawał pytania a jedno z tej czwórki odpowiadało, gdyż reszta klasy była zainteresowana
szczurem, który usiłował wydostać się z klatki.
* *
*
-Witajcie uczniowie. -przywitała ich pani McFlyer, nauczycielka latania na miotle. -To będzie pierwsza lekcja, na której nauczycie się latać na miotłach. Stańcie po prawej stronie miotły, wyciągnijcie rękę nad nią i powiedzcie: Do mnie! -powiedziała a cała klasa powtórzyła jej słowa.
Tylko nielicznym się udało m. in. Albusowi, Scorpiusowi i Roxanne. Rose zaś nigdy nie przepadała za tym przedmiotem. Jej miotła wiła się na boki, praktycznie wszędzie, tylko nie do jej ręki.
-Dobra. Wskakujcie na miotły. -powiedziała pogodnie pani McFlyer. -Mocno się trzymajcie. Nachylcie się nad trzonkiem, oderwijcie stopy od ziemi i wylądujcie. To jest Wasze zadanie na dziś.
Albus, Scorpius i Roxanne wykonali to zadanie bez problemów. Profesor McFlyer przyglądała im się uważnie. W końcu podeszła i powiedziała:
-Po lekcji podejdziecie do mnie. Musimy coś ustalić.
Nie wiedzieli co myśleć. Mają się nie przejmować, cieszyć czy smucić? Profesor McFlyer była zagadkową kobietą, potrafiła uśmiechać się a jednocześnie wyglądać bardzo poważnie. Z reguły miała wesoły wyraz twarzy, lecz jej mimika była bardzo tajemnicza.
Kiedy lekcja się skończyła trójka uczniów podeszła do nauczycielki.
-Ach to Wy. -powiedziała profesor. -Poczekajcie tu na mnie. Za moment wrócę. Możecie w tym czasie polatać. Wzruszyli ramionami i wsiedli na miotły. Albus odnalazł w kieszeni piłkę kauczukową. Wpadł na pewien pomysł.
-Hej, Scorpius! -powiedział a chłopiec zwrócił na niego uwagę.
Al rzucił piłeczkę. Scorpius zrozumiał i poleciał za nią. Kiedy miał już ją w ręce zwrócił się do Roxanne:
-Roxanne, podanie!
Dziewczyna ze zwinnością kota złapała piłkę w locie i podała ją Albusowi.
Grali tak aż w końcu usłyszeli chrząknięcie. Zobaczyli profesor McFlyer, która z zachwytem przypatrywała się swoim uczniom.
-Nigdy w całej mojej karierze nie widziałam takiej gry. I to piłką kauczukową! Chciałabym żebyście przyszli na naboru do składu drużyny. Termin będzie ogłoszony jutro na tablicy ogłoszeniowej.
-Dziękujemy, pani profesor. -powiedziała uprzejmie Roxanne.
Na tym rozmowa zakończyła się. Czwórka czarodziejów poszła w różne strony.
* * *
Chłopcy dopadli
do łóżek w błyskawicznym tempie. Obaj byli wykończeni dzisiejszym dniem. Ledwo przebrali się w piżamy już zasnęli
głębokim snem.
Adminka Mrs. Malfoy ;3
Przepraszam, że tak późno. Nie odpuściłabym sobie, gdybym nie obejrzała meczu. Czy tylko ja jestem załamana grą Reprezentacji Polski? Proszę o zostawianie komentarzy i odwiedzanie mnie jak najczęściej.
Przepraszam, że tak późno. Nie odpuściłabym sobie, gdybym nie obejrzała meczu. Czy tylko ja jestem załamana grą Reprezentacji Polski? Proszę o zostawianie komentarzy i odwiedzanie mnie jak najczęściej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz